RSS
wtorek, 28 października 2008
Polacy są bardzo gościnni. Wyrażają swoją serdeczność wobec gości nie tylko w czynach, lecz również w słowach. Jest to oczywiście bardzo miłe i wcale nie chciałbym tego zmienić. Posiadając jednak ucho niemieckie, czyli inne od rodzimej ludności pochodzenie językowe, zwłaszcza w pierwszych latach w Polsce nie mogłem się nadziwić, w ilu sytuacjach jestem zaproszony. Zapraszamy ponownie, zapraszamy do naszego miasta, zapraszamy do zakupów w naszym sklepie, zapraszamy do współpracy ... Wszędzie wszyscy wszystkich do wszystkiego zapraszają. Pewna stacja radiowa (nie pamiętam która) zapraszała (a może nadal tak czyni?) nawet słuchaczy ... do reklamy.

Co to ma wspólnego z naszym tematem? Otóż Niemcy bardzo skromnie używają w rozmowach i tekstach reklamowych tego zwrotu w dosłownym tłumaczeniu, czyli Wir laden Sie ein. Można oczywiście w języku niemieckim wybierać inne – bardziej odpowiadające sytuacji – zwroty o podobnym znaczeniu jak

Wir freuen uns auf Sie!
Schauen Sie doch einmal vorbei!
Gerne arbeiten wir mit Ihnen zusammen!


Wybór właściwego niemieckiego zwrotu zależy oczywiście od kontekstu, dlatego trudno udzielić ogólnej porady, który z nich jest najlepszy. Na pewno warto unikać ponownego zastosowania tego samego zwrotu. Jeśli więc w polskim tekście źródłowym pięć razy "zapraszamy”, to tłumacz musi się nieźle nagłowić i szukać kilku różnych zwrotów dla niemieckiego tekstu.

Warto mieć świadomość, iż to, co w języku polskim wydaje się naturalne, w dosłownym tłumaczeniu na język niemiecki może być stylistycznie nie do przyjęcia. Zdarzyło mi się nawet raz prowadzić ożywioną dyskusję z całkiem dobrze znającym język niemiecki polskim zleceniodawcą na ten temat, ponieważ on uparł się (i to bardzo), iż również w tekście niemieckim należy kilka razy einladen, einladen i einladen. Zrobiłem tak jak chciał, przecież klient to nasz Pan, ale niezadowolenie pozostało.

Tak na marginesie: Również z tego powodu w nauce języka niemieckiego już na poziomie średnio zaawansowanym bardzo pomocna jest lektura oryginalnych książek, gazet, czasopism, oglądanie filmów i telewizji niemieckiej. Trzeba nie tylko nauczyć się słów i gramatyki, lecz również poczuć język i jego właściwości.

Zapraszam ponownie!

18:33, andreas.prause
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2008
27 października 2008 r. świeciło słońce. Am 27. Oktober 2008 schien die Sonne.

Tłumaczenie tego zdania na język niemiecki raczej nie sprawia kłopotów. Jest ono takie proste jak rozmowa o pogodzie, ale jednak ...

Nawet w bardzo dobrych tłumaczeniach natknąłem się nieraz na drobny, ale dziwny błąd. Podlega on na tym, iż autor pisze datę bez kropki. O ile w języku polskim w powyższym przykładzie brak kropki po liczbie 27 jest jak najbardziej poprawny, to w języku niemieckim o kropce zapomnieć nie wolno.

Powiem tak: Jeżeli w jakimś liście do niemieckiego klienta znajduje się tylko jedna data (ta określająca w nagłówku dzień powstania pisma), nasz klient może wcale nie zwrócić na to uwagi. Każdemu może się zdarzyć za lekko stuknąć na klawiaturze komputera w klawisz z kropką.

Jeżeli jednak w piśmie bardzo często używamy dat, np. w ramach opisu rozwoju przedmiotowej sprawy (przykład: Am 24. April haben wir die Ware ausgeliefert, Sie haben diese am 26. April erhalten, aber trotz am 15. Mai endender Zahlungsfrist bis heute nicht bezahlt.), a konsekwentnie zapominamy o tej kropce, to klient z pewnością się zirytuje i prześle nam instrukcję, gdzie na klawiaturze tę nieszczęsną kropkę znaleźć (jak to Niemcy:-) .

Skoro już mowa o datach i liczbach. W języku polskim stosujemy czasem cyfry rzymskie do określenia miesiąca lub wieku (np. 27 X 2008 r.; w XX wieku ...). W języku niemieckim takiego zwyczaju raczej nie ma. Dlatego lepiej używać cyfr arabskich, czyli w naszym przypadku 27.10.2008 wzgl. im 20. Jahrhundert ...

18:44, andreas.prause
Link Dodaj komentarz »
Drodzy czytelnicy!

Można go nie lubić, ale pewnie warto go znać, ponieważ po języku angielskim jest on chyba najważniejszym językiem obcym w Polsce. Mowa o języku niemieckim, używanym nie tylko w największym zachodnim kraju sąsiednim, lecz również w kilku innych państwach.

Miałem (nie)szczęście urodzić się i dorastać właśnie w Niemczech. Dlatego niemiecki do dzisiaj jest moim pierwszym językiem, w którym pracuję, (głównie) myślę i nadal jednak po wielu latach spędzonych w Polsce najlepiej się czuję. Nauka języka polskiego - podjęta dopiero w wieku dorosłym - nie była łatwa, choć z upływem lat jej wyniki są na tyle owocne, iż mogę się odważyć Wam w tym - swoim drugim – języku od czasu do czasu napisać kilka słów.

W tym świeżo założonym blogu zamierzam pisać o często spotykanych błędach i niedoskonałościach w dokumentach niemieckojęzycznych przygotowanych w Polsce. Mam z nimi styczność od wielu lat w ramach mojej pracy. Sądzę, iż naświetlenie kilku rzeczy, które nieraz zauważam w pismach polskich firm skierowanych na zachód, może wielu osobom pomóc w codziennej korespondencji w języku niemieckim.

Żyję z tego, iż przedsiębiorstwa doceniają umiejętności tłumaczy i powierzają właśnie im, a nie własnemu personelowi, tłumaczenie zawiłych lub/i istotnych dokumentów na język obcy. Wcale nie uważam jednak, iż każde pismo (w przypadku stałych kontaktów handlowych nawet w małej firmie mogą ich być setki rokrocznie) skierowane do zagranicznego kontrahenta musi przygotować zawodowy tłumacz. Efektywniej i taniej jest w wielu przypadkach bezpośrednie prowadzenie korespondencji przez danego pracownika bez pomocy osób trzecich. Taka jest zresztą praktyka w wielu (zwłaszcza mniejszych) polskich przedsiębiorstwach, które w dużym stopniu starają się samodzielnie poradzić sobie językowo.

Wyniki tych starań są rożne. Niestety miałem już na biurku dokumenty w języku niemieckim „do weryfikacji”, które ze względu na absolutną niezrozumiałość można było niestety wrzucić do kosza. Częściej występują choć zrozumiałe, to jednak bardzo wadliwe i wymagające czasochłonnej korekty teksty. Przekazanie zleceniodawcy przykrej wiadomości o słabej jakości przełożonego tekstu zawsze jest nieprzyjemne, ponieważ autor przecież „miał niemiecki w liceum” / „mieszkał dwa lata w Niemczech” / „posiada certyfikat XYZ” / „jest magistrem filologii germańskiej” ...

Na szczęście pojawiają się coraz częściej bardzo dobre tłumaczenia, jednak z reguły konieczne jest naniesienie kilku poprawek.

Chciałbym skierować swoje porady przede wszystkim do tych autorów, którzy chcą udoskonalić swoje umiejętności, starać się rozumieć oczekiwania niemieckich odbiorców swoich tekstów i zwłaszcza nie zrazić ich niepotrzebnymi błędami. Niech ten blog będzie małym poradnikiem dla pracowników polskich firm kooperujących z przedsiębiorstwami za Odrą – o tym, jak poprawić językową jakość swojej korespondencji i stać się w oczach zagranicznych klientów lub/i dostawców jeszcze bardziej lubianym/wiarogodnym/rzetelnym partnerem do współpracy.

Od razu zastrzegam, iż niektóre propozycje i uwagi, które w przyszłości przedstawię, mogą wzbudzić wątpliwości czy nawet sprzeciw. Mam jednak nadzieję, iż potrafię zwrócić Waszą uwagę na problemy, o których za mało pisze się w podręcznikach języka niemieckiego. Czy się uda? Zobaczymy:-)
18:19, andreas.prause
Link Dodaj komentarz »
| < Wrzesień 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki: